Żony protestujących górników pojechały do stolycy i czekają na wicepremiera…pomijam czy i jeśli tak to jaki efekt przyniesie ta akcja. Nie neguję potrzeb tych ludzi, ale sporo winy w obcnym zachowaniu wszelkiej maści górników, lekarzy, nauczycieli czy tez pielęgniarek jest zarówno po stronie związkow zawodowych jak i po stornie rządu. Wprawdzie w Matriksie (I cz) jest wypowiadane słynne zdanie: “Ignorance is blessing” (Niewiedza to błogosławieństwo)…jest ono jednak wypowiadane przez czarnego charaktera, co powinno dac nam do myslenia, bo jak ulał pasuje do traktowania wszelkiej maści grup społecznych…a przynajmniej tych, które potrafią na rządzie wymusić okreslone zachowanie. Kiedy dana grupa społeczna strajkuje? Gdy Ci spośród ich przedstawicieli, którzy uważają że załatwiają za mało zdołają przekonać innych (pod warunkiem oczywiście, że razem z “innymi” stworzą wystarczająco silna i wpływową grupę nacisku).
Niestety “apetyt rośnie w miarę jedzenia”…ciężko znaleźć tych, którzy są całkowicie zadowoleni z poziomu swoich prac. Ci, którzy pracują w sektorze prywatnym moga mieć pretensję jedynie do pracodawcy bądź do siebie. W przypadku sektora publicznego w momencie gdy niezadowolenie z zarobków osiągnie określony poziom zarzuty kierowane są pod adresem obecnego rządu RP. Przekaz jest za każdym razem ten sam: “dajcie z budżetu więcej nam, bo my mamy mało a z racji specyfiki zawodu nam się więcej należy”… Nie neguje tego, że w wielu przypadkach zarobki to “marność nad marnościami” jednak budżet żadnego gospodarstwa nie jest z gumy, także budżet RP nie posiaa nieskończonej rozciągliwości. Jeśli dołożymy jednym musimy zabrać innym, albo zadłuzyć całe państwo Polsie by sdarczyło na żądania aktualnie strajkuącej grupy społecznej.
Ps. Negocjatorzy mają zasadę (przynamniej w teorii) “niespełniania żądań porywaczy, terrorystów itd”. Bo przecież jeśli ulegniemy jednemu terroryście to zaraz drugi uzna, że warto także z naszej “wymuszonej dobroczynności” skorzystać.